Wspomnienie ofiar Holokaustu w Płońsku
Szanowni Państwo, drodzy Płońszczanie,
Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Święto uchwalone przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2005 r. na cześć pamięci Żydów pomordowanych na całym świecie podczas II Wojny Światowej.
Do II Wojny Światowej Płońsk był jednym z większych ośrodków miejskich w naszym regionie, zamieszkiwanych przez ludność pochodzenia żydowskiego, która stanowiła nawet 50% całkowitej liczby mieszkańców.
Jesienią 1940 roku Niemcy utworzyli getto w Płońsku. Na powierzchni około 1 km², w rejonie ulic Koziej, Krzywej, Pułtuskiej, Warszawskiej i Wyszogrodzkiej, w szczytowym momencie przebywało około 12 000 Żydów.
Warunki bytowe w getcie były tragiczne. Straszliwa ciasnota, głód i szerzące się choroby stanowiły codzienność płońskich Żydów. W 1941 roku wybuchła epidemia tyfusu.
Jesienią i zimą 1942 roku Niemcy zlikwidowali getto - w kilku transportach kolejowych wywieźli Żydów do KL Auschwitz-Birkenau. Niemal wszyscy zginęli w komorach gazowych.
Jak wspominał po wojnie płońszczanin Dawid Kielmanowski:
„Nikt nie potrafił wyobrazić sobie, że to jest totalna zagłada, ludzie sądzili, że jakoś jednak przeżyją wojnę. Chęć życia była tak silna, że przesłaniała rzeczywistość. Dlatego każdy zaczął szykować sobie na drogę ubrania, jedzenie, rzeczy pamiątkowe, zdjęcia bliskich, wszystko, co było komu najdroższe...
Pierwszym transportem poszli moi rodzice.
Wieczorem 30 października zjawiło się dwóch policjantów żydowskich w naszym mieszkaniu. Jednym z nich był Szmulek Prochownik i oznajmił rodzicom, że są na liście, muszą się natychmiast ubrać i pójść z nimi. Na opisanie sceny pożegnania brak mi słów. Ojciec mój znał koniec swego losu. Matka też. Nie mogli nad sobą zapanować. Nie pomogły jednak żadne prośby, musieli się ubrać i pójść. Wyszedłem za nimi z domu. Ojciec powiedział mi: „Idę na pewną śmierć, a Ty synu przeżyjesz i dożyjesz zemsty”. Nazajutrz widziałem, jak ich wyprowadzali i podtrzymywali. Mieli przy sobie tylko chleb, który dostali na drogę. A ja stałem za płotem przy ulicy Warszawskiej i przyglądałem się bezradnie tej tragicznej scenie, kiedy szli okrężnymi drogami przez ulicę Warszawską, Wyszogrodzką, do pociągu.
1 listopada załadowano pierwszy transport i wywieziono do Oświęcimia.
W dwa tygodnie później poszedł drugi transport.
W sumie wyszły z Płońska do Oświęcimia cztery transporty, mniej więcej po 2000 ludzi.
Ostatni transport odszedł 15 grudnia 1942 roku. W tym transporcie znalazłem się wraz z moją żoną. Był to transport młodzieży żydowskiej Płońska. Wszystkie transporty szły na Oświęcim, także i nasz. Po drodze ludzie pytali na stacjach Polaków, dokąd ich prowadzą. Wskazywali kierunek, w którym jedziemy, gdyż tyle i oni wiedzą, ale nigdy nie widzieli, aby kogoś wozili z powrotem. Bo rzeczywiście z Oświęcimia powrotu nie było...
W Oświęcimiu odbywała się selekcja. Nieliczna część szła do obozów pracy, które dla ogromnej większości były obozami śmierci. Niewielka bowiem tylko garstka pozostała przy życiu z tych licznych tysięcy, które były w obozach. A żyją dzięki herkulesowym siłom, niesłychanie mocnej woli życia, której nikt by sobie nie przypisywał w normalnych warunkach, a która pozwoliła przetrwać...”.
Swój wpis chciałbym zakończyć cytatem ponadczasowych słów wybitnego polskiego historyka, dziennikarza i działacza społecznego pochodzenia żydowskiego Pana Mariana Turskiego, wypowiedzianymi podczas obchodów 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau:
„Młodzi, nie bądźcie obojętni! Auschwitz nie spadło z nieba. Zaczęło się od drobnych form prześladowania Żydów. To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć wszędzie”.
Pamiętajmy.
Andrzej Pietrasik
Burmistrz Miasta Płońska


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!